IV edycja Ogólnopolskiego Turnieju Klas o Profilu Mundurowym za nami.
Czas na garść refleksji.

Odespaliśmy już trudy prowadzenia Turnieju, więc jest trochę czasu, aby dokonać podsumowania tego, co się wydarzyło. Trochę się pochwalić, trochę konstruktywnie skrytykować, w niektórych segmentach ubrać wór pokutny i wyciągnąć wnioski na przyszłość...
Po głębokiej analizie trzech poprzednich edycji Turnieju uznałem, że formuła jego prowadzenia powinna ulec zdecydowanej zmianie, głównie w segmencie dotyczącym stawiania wyższych wymagań przed organizatorami i uczestnikami. Zdecydowałem, że poprzeczka w tym roku powinna zostać umieszczona na dużo wyższym poziomie!

Złożyło się na to kilka powodów:
- brak nadrzędnej idei turnieju integrującej uczestników wokół czegoś ważniejszego niż prosta rywalizacja o nagrody,
- sztampowe, powtarzające się konkurencje, gdzie o sukcesie decydują jedynie warunki fizyczne, co nie przystaje do obecnych wymagań stawianych przez życie, firmy, służby czy elitarne jednostki mundurowe,
- możliwość efektywnego przekazania młodzieży podstawowych umiejętności interpersonalnych, niezbędnych w osiąganiu sukcesów zarówno na polu zawodowym jak i osobistym,
- promowanie honorowych i odpowiedzialnych postaw w relacjach z innymi, zwłaszcza w kontekście twardego współzawodnictwa,
- szansa na podniesienie poczucia własnej wartości uczestników Turnieju, poprzez udział w ekstremalnie trudnych konkurencjach oraz ich ukończenie bez względu na wynik rywalizacji – wszyscy jesteśmy zwycięzcami,
- chęć stworzenia jasnej i przejrzystej alokacji drużyn do konkurencji, opartej na czystym przypadku, poprzez losowanie numerów startowych drużyn tuż przed rozpoczęciem konkurencji, jak również stworzenie jasnej i przejrzystej punktacji,
- działanie w warunkach równoległej imprezy, powielającej schematycznie kalkę poprzednich edycji Turnieju.

Aby sprostać powyższemu, postanowiliśmy wprowadzić kilka konkurencji zespołowych, gdzie startujące drużyny, na czas danej rywalizacji stają się grupą, która poza konkurencją, musi zmagać się także ze zorganizowaniem współpracy w nowym zespole, ustaleniem norm działania i podziałem ról. Jest to bardzo trudne biorąc pod uwagę, że uczestnicy nie mieli czasu aby się poznać i nie mieli wpływu na dobór członków zespołu, w jakim przyszło im działać.
Oczywiście mieliśmy pewne obawy, czy nie dojedzie do przypadków ostracyzmu, wzajemnego obwiniania się o brak sukcesu czy piętnowania, ale jako zespół trenerów z już osiemnastoletnim doświadczeniem uznaliśmy, że damy sobie z tym radę.
Już po wstępnych doświadczeniach, związanych z pierwszą zespołową konkurencją, nazwaną przez nas PAJĘCZYNĄ widzieliśmy, że nowa forma była dobrym pomysłem. Drużyny tworzące zespoły, „przybijały sobie piątki” na znak gotowości do działania razem i pełnej współpracy. Chociaż PAJĘCZYNA wydaje się stosunkowo prostą konkurencją, to jednak taką w rzeczywistości nie jest. Zadanie polega na przejściu jak największej ilości uczestników przez sieć, uplecioną z lin, bez jej dotykania. Konkurencja wymaga opracowania strategii działania, podziału ról oraz absolutnej współpracy.
Po drugiej stronie, jeśli idzie o trudność fizyczną i odporność psychiczną konkurencji, był tzw. VIETNAM. Tutaj zadanie polegało na transporcie rannego przez przeszkody umieszczone w lodowatej wodzie, w warunkach nocnych. Patrzyłem z olbrzymim podziwem i szacunkiem dla zawodników, dokonujących literalnie heroicznych czynów. W tej konkurencji nie było absolutnie widać podziału na drużyny. Za każdym razem tworzono doskonały i zgrany zespół, prący dynamicznie do przodu. Wspierano się i pomagano sobie wzajemnie jak rodzeństwo, mimo że spotykano się razem dopiero na tej konkurencji. Przejście przez zalaną wodą rurę, umieszczoną w lodowatej wodzie, było wielkim aktem poświecenia, świadczącym o dużej determinacji i woli walki uczestników. Wielu z nich zawahało się, lecz świetne, a co najważniejsze adekwatne i skuteczne wsparcie zespołu, pomagało im przełamać strach. Było dla mnie prawdziwą „ucztą”, jako trenera TBI, obserwować te zmagania młodych ludzi na przemian: ze strachem, zimnem i olbrzymią skalą trudności ćwiczenia. Ani razu nie dostrzegłem wzajemnego oskarżania się, lub innych aktów nieprzyjaznych w stosunku do siebie.
Taki schemat zawodów powodował też to, że zawodnicy spotykając się na innych, indywidualnych konkurencjach, patrzyli na siebie z większą życzliwością. Bardziej widzieli siebie jako podobnie „skazanych” na ten sam los, nastawionych na walkę wojowników, niż bezkompromisowych przeciwników, chcących wygrać za wszelką cenę.
Byłem świadkiem niezwykle pozytywnej sytuacji, gdzie dorosły opiekun drużyny zgłaszał obiekcje do sposobu sędziowania, na co jego podopieczny zaczął bronić zasad punktacji twierdząc z przekonaniem, że był bliżej i widział wszystko lepiej pomimo, że werdykt nie był dla niego korzystny. Taka postawa zasługiwała na wielki szacunek i w mojej opinii, po części wykreowana została m.in. nową formułę Turnieju.
Odnotowałem również jeden przypadek absolutnie nagannej postawy; zerwania światła chemicznego, pomagającego w pewnym stopniu odnaleźć punkt kontrolny, podczas konkurencji MARSZOBIEG NA ORIENTACJĘ. Był to na szczęście jednostkowy, odosobniony przypadek, który został zgodnie potępiony zarówno przez zawodników jak i opiekunów.

Uważam, że doskonałe przygotowanie trenerów TBI do tak wymagających wyzwań, zagwarantowało sukces nowatorskiej (na tym turnieju) formuły. Trenerzy TBI dysponują adekwatną wiedzą merytoryczną, najwyższymi umiejętnościami technicznymi i olbrzymim doświadczeniem zawodowym i życiowym. Posiadają stosowne uprawnienia do prowadzenia tego typu zajęć. Posługujemy się uznanym, sprawdzonym i certyfikowanym sprzętem. Firma TBI jest już na rynku siedemnaście lat i jest autorem wielu nowatorskich programów pracy z młodzieżą np. wieloletniego projektu pracy z kibicami FAIR KIBIC EXTREME.
Powyższe, jak również partnerskie podejście do zawodników skutkowało tym, że trenerzy TBI mieli olbrzymi autorytet zarówno formalny jak i nieformalny wśród uczestników.

Nasze długoletnie doświadczenie w tej pracy i wynikające z tego określone umiejętności mediacyjne, pozwoliły nam na skuteczne rozwiązanie jedynej, trudnej sytuacji konfliktowej, powstałej między organizatorami a wychowawcami, zaistniałej podczas Turnieju, a dotyczącej zasad punktacji i sędziowania podczas konkurencji VIETNAM.
Wszystkie strony konfliktu uznały, że są zadowolone ze sposobu rozwiązania problemu i nie miało to wpływu na dalszy przebieg zawodów, jak i opinii o samym Turnieju. Na poprzednich edycjach podobne sytuacje miały katastrofalne skutki, wynikające z niskich kompetencji osób podejmujących rozmowy z wychowawcami i zawodnikami.
Muszę podkreślić też wspaniałą rolę wychowawców podczas tego turnieju. Ich współpraca z nami i wsparcie udzielane swoim drużynom, zasługują na wyróżnienie. Wielokrotnie porywały ich uzasadnione emocje podczas kibicowania, ale w większości przypadków były one zgodne z zasadami, jakie ustaliliśmy wspólnie przed rozpoczęciem Turnieju. W poprzednich edycjach wyglądało to wielokrotnie nie najlepiej.

Podkreślę to jeszcze raz, że byliśmy naprawdę mile zaskoczeni tym, jak nowa formuła została przyjęta przez zawodników i jakie przynosiła rezultaty. Uczestnicy po skończonych konkurencjach siadali wspólnie razem i na gorąco wymieniali się komentarzami. Wspólnie tworzyli wspaniałą atmosferę uczestniczenia w czymś niespotykanym. Spoglądano na siebie bardziej życzliwie, pomimo, że już za chwilę mogła zaistnieć sytuacja, gdzie obecni sojusznicy, staną się rywalami i ruszą naprzeciw siebie do zaciętej walki, w ramach rywalizacji o punkty.

Aby skutecznie podnieść poczucie własnej wartości uczniów, konkurencje musiały być naprawdę trudne, wyrzucające uczestników mocno poza strefę ich komfortu. Choć zawodnicy i obserwatorzy zgodnie uznali, że ćwiczenia były naprawdę sporym wyzwaniem, to muszę przyznać, że plany były jeszcze ambitniejsze. Na ich pełną realizację nie pozwolił jednak stan wiekowych baszt zamku w Ogrodzieńcu oraz nasz szacunek dla tak wspaniałego, zabytkowego obiektu.
Ilustracją do powyższego niech będzie konkurencja ATAK NA ZAMEK, gdzie zawodnicy wspinali się na najwyższą, 35 metrową basztę zamku, po chybocącej się drabinie sznurowej. Mimo tak dużej wysokości i mało stabilnej podstawy, żaden zawodnik nie zrezygnował z tego zadania!
Odpowiedni dobór konkurencji, pozwolił na wyrównanie szans drużynom składającym się np. tylko z Pań, drużynom mieszanym, czy drużynom, gdzie zawodnicy byli np. niższego wzrostu. Czynnikiem decydującym o wysokim miejscu w danej konkurencji, była umiejętność wykorzystania najlepszych cech członków zespołów, zarówno motorycznych jak i intelektualnych.

W tym roku postanowiliśmy też znacznie poprawić jakość posiłków serwowanych zawodnikom, jak i warunków ich spożywania. Uznaliśmy, że konkurencje są wystarczająco trudne, więc nie ma sensu wprowadzać jeszcze dodatkowo formuły survivalu tym bardziej, że wymaga ona od uczestników posiadania odpowiedniego, niestety bardzo drogiego sprzętu, zapewniającego komfort w nieprzewidywalnych warunkach atmosferycznych Zostało to docenione zarówno przez młodzież jak i wychowawców.

Pomimo, że konkurencje odbywały się w dwóch lokalizacjach, oddalonych od siebie prawie 30 km, organizacja transportu i czasy rozpoczęcie konkurencji odbywały się planowo. Było to wynikiem odpowiednio wcześniej przygotowanego schematu przydziału konkurencji, wraz z precyzyjnym określeniem ich czasu i miejsca rozpoczęcia, jak również kompetentnej koordynacji transportu przez Panią Katarzynę Srokę z ramienia współorganizatora. Bardzo ważną rolę w turnieju odegrali studenci oddelegowani do pomocy i do tej pomocy starannie przygotowani przez nas. Ich zaangażowanie i poświęcenie budziły nasz szacunek. Pan Sebastian Korzeniowski i Pani Magda – oboje pracownicy uczelni byli prawdziwą „solą w zupie”; za bardzo ich się nie widziało „na świeczniku”, ale gdyby ich zabrakło... zupa nie byłaby jadalna, a Turniej wyglądałby dużo gorzej.

Obiektywnie należy przyznać, że większość uczestników była naprawdę świetnie przygotowana do Turnieju, mimo, że wiele drużyn startowało w Turnieju po raz pierwszy. Aby częściowo zniwelować przewagę „weteranów” nad drużynami startującymi pierwszy raz, wysłaliśmy zdjęcia i opis konkurencji do szkół na długo przed rozpoczęciem Turnieju, co im również pozwoliło stosownie przygotować się do zawodów.

Z wielką radością obserwowałem zaangażowanie, poświęcenie, wysokie morale i heroizm podczas zmagań. Optymizmem napawał mnie fakt że posiadamy taką ambitną i zaangażowaną młodzież, zdolną do skutecznego działania w tak trudnych warunkach.

Uważam, że pomimo rozgrywania konkurencji w dwóch różnych miejscach, wybór Bydlina i Krzywopłotów był bardzo dobrym pomysłem, ze względu na nawiązanie do tzw. „Polskich Termopil”, gdzie bitwę z sowietami stoczyli żołnierze 4 i 6 batalionu 1 Pułku Piechoty Legionów. Sądzę, że poświęcenie, pot, trudy, determinacja i wola walki zawodników w takim miejscu, bardzo dobrze wpisały się w jego historię.

Chciałbym na koniec, aby te wspaniałe, pozytywne cechy charakteru naszej młodzieży, ukazane podczas turniejowej, sportowej rywalizacji, nie były jednostkowym, okazjonalnym i krótkim epizodem, ale mogły być częściej zagospodarowywane przez opiekunów i wychowawców w ich środowiskach szkolnych. Życzyłbym sobie aby odbywało się to systemowo a także w sposób przemyślany i profesjonalny. Tego potencjału nie wolno zmarnować!

Lesław Stępień TBI
Zdjęcia: Grzegorz Gaj


Skoczek Spadochronowy Służb Ochrony
Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych