IV Piknik Spadochroniarski - Wisła'2014.

„Wojsko spadochronowe – elita wojska pod względem fizycznym, duchowym i wyszkolenia.
Wojsko najwyższych kwalifikacji bojowych.
Wojsko przeznaczone do najważniejszych zadań.
Wojsko najwyższego ryzyka.
Wojsko składające się z żołnierzy, zdolnych do pogwałcenia instynktu samozachowawczego - posiadających wysoką akumulację woli do powzięcia i wykonania decyzji skoku ze spadochronem”.

gen bryg. Stanisław Sosabowski „Najkrótszą drogą”.

Piknik spadochroniarski, którego miałem przyjemność być gościem, w sobotę 4 października, to jedna z niewielu perełek na spadochroniarskiej mapie Polski, promująca tradycję, kulturę i etos wojsk powietrznodesantowych i specjalnych. Organizowany jest cyklicznie już od czterech lat przez Piotra Wybrańca, niestrudzonego społecznika i propagatora spadochroniarstwa, a jednocześnie kolekcjonera, publicysty historycznego, założyciela i kustosza dynamicznie rozwijającego się Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych w Wiśle.

Piknik cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem tych wszystkich, którzy mają pozytywnie emocjonalny stosunek do spadochronu, bordowego, stalowego lub ciemnozielonego beretu, odznaki spadochronowej zaprojektowanej przez Mariana Walentynowicza czy też etosu Cichociemnych oraz żołnierzy Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego.

Piknik spadochroniarski stał się, po stosunkowo krótkim okresie unitarnym, rozpoznawalnym i cenionym miejscem spotkań pasjonatów jednostek specjalnych, militariów, historii wojskowości, grup rekonstrukcyjnych, kombatantów i tych wszystkich, którym bliska jest czasza spadochronu. Doroczne spotkanie w Wiśle to niepowtarzalna okazja, gdzie zarówno organizator jak i zaangażowani w przedsięwzięcie entuzjaści, mogą podzielić się swoją pasją i jednocześnie w formie wspólnej zabawy integracyjnej, przybliżyć wszystkim zainteresowanym temat okołospadochronowy, dodając przy okazji solidną dawkę wiedzy historycznej i promując oraz przypominając, często już zapomniane postacie kombatantów i weteranów.

Większość osób zainteresowanych tematem wojsk spadochronowych ze smutkiem konstatuje, że w ostatnich czasach w „Czerwonych beretach” upadają spadochroniarskie tradycje. Okolicznościowe święta jednostek są nudnymi, sztampowymi uroczystościami, będącymi jedynie okazją do wręczenia kilku odznaczeń i przewietrzenia sztandarów. Ot, takie spotkania urzędników państwowych na świeżym powietrzu. Mdłe są, bezbarwne i robione „na odwal”. Brakuje im „spadochroniarskiego klimatu” i nie widać tam kreatywności, pomysłowości i jakiegoś szczególnego zaangażowania. Wszystko odbywa się według napisanego kilka lat wcześniej konspektu, który powiela się automatycznie bez rozwijania i ulepszeń, nie angażując bynajmniej wojskowego czasu, sił i środków, przy jednoczesnym, ortodoksyjnym założeniu z góry, że to tylko taka chałturka, którą trzeba odwalić, głównie ku uciesze przypadkowej, mało wybrednej i mało wymagającej gawiedzi.

Promocji nie sprzyja także sytuacja, gdy obecna „salka tradycji 6BPD”, to kilka małych, adoptowanych na siłę norek, ze śladową ilością eksponatów, w której zdjęcia poległych w misjach spadochroniarzy wiszą na korytarzu, co jak widać nikomu tam nie przeszkadza… Gdy sięgam pamięcią do lat osiemdziesiątych, wspominając jak bogate były zbiory Muzeum 6PDPD to muszę (sorrki za kolokwializm) wstrzymując odruch wymiotny, z żalem postawić tradycyjne pytanie: „Komu to panie, przeszkadzało”? Co się z samymi eksponatami stało, to już temat na inną okazję.

Wspominam o tej przykrej okoliczności jedynie, aby szczególnie podkreślić, że systemowo nie ma obecnie żadnych szczególnych inicjatyw odgórnych, które by promowały spadochroniarstwo wojskowe. Armia, jak za czasów Mateczki Komuny już się nie brata z ludem, mecenat wojska staje się okazjonalnie uznaniowy a izolacja od społeczeństwa staje się powoli standardem zachowań dowódców jednostek spadochronowych. Ten temat jest obecny, głównie pośród oddolnych inicjatyw pasjonatów i entuzjastów wojsk spadochronowych, którzy często przebijając się przez mur obojętności i niezrozumienia urzędników w mundurach (co podkreślę: utrzymywanych przecież z naszych podatków), najczęściej wbrew ich lekceważącym postawom (w końcu zakłócającym ich błogi spokój!) starają się społecznie, ze stalową konsekwencją, na miarę swoich skromnych możliwości organizacyjnych i ograniczonych środków finansowych, zrobić coś niekonwencjonalnego i interesującego pro publico bono. Jednak coraz częściej, nawet na taką „gotową i podaną na tacy imprezę”, dowódcom „spadochroniarzom”, nie chce się wysłać przynajmniej stosownej delegacji, że o jakimś bardziej zaangażowanym udziale własnym, nie wspomnę.

Sam tego dotknąłem, gdy w swej nieświadomości i w dobrej wierze, prosiłem osobiście ponad rok temu obecnego dowódcę 6 BPD gen. Joksa, aby wsparł jakimś drobnym eksponatem, albo chociaż stosownym pismem dostrzegającym promocyjne działania (w końcu „własnego”) Muzeum Spadochroniarstwa. Pan generał, mimo pełnych kurtuazji deklaracji, zrobił jednak z gęby cholewę czyli, wypiął się na ten temat i na tym się moja społeczna inicjatywa promocji Muzeum w 6BPD zakończyła. Ale cóż, wyjąwszy Pan generała deklaracje bez pokrycia, staram się jednak tą postawę zrozumieć. Doszedłem szybko do wniosku, że jak się całe życie zawodowe spędziło zamkniętym w czołgu z ograniczonym dostępem do tlenu albo w sztabie, trudno wymagać od człeka nieco szerszych horyzontów zrozumienia dla działań tych, dla których służba w WPD, spadochron i wszystko co z nim związane jest żywiołem, bez którego żyć nie można… O etosie spadochroniarza nawet nie wspominam, bo to już jest dla niektórych zupełna i kompletnie nie zrozumiała abstrakcja. Ubolewam, że na kredyt potraktowałem Pana generała swoją miarą (także w temacie deklaracji słowa oficerskiego) a to był błąd…

Spuśćmy jednak zasłonę miłosierdzia nad irracjonalnymi ruchami kadrowymi w MON, które tylko działania wojenne mogą niestety, korzystnie zweryfikować, trzymając kciuki za błyskawiczną karierę Pana generała Joksa (czytaj: szybkie przeniesienie poza Brygadę na inne, równie celnie dobrane przez wybitnych strategów z nadania PO stanowisko służbowe, co będzie już kłopotem na szczęście dla innych) i skupmy się na samej imprezie.

W odróżnieniu od lat poprzednich, IV Piknik odbywał się w obiektach skoczni Adama Małysza, co stanowiło dodatkową atrakcją dla tych wszystkich, którzy wcześniej nie mieli bliskiego kontaktu ze skokami narciarskimi. Było to o tyle korzystne, że w tym roku pogoda nie okazała się dla organizatorów łaskawa, troszkę siąpił deszczyk, chmury siadły nisko i wskazane było zadaszenie oraz niestety, odwołanie głównego punktu programu – skoków spadochronowych. Ale cóż, do pogody należy podejść ze stosowną pokorą. Szczególnie spadochroniarze o tym wiedzą, więc wszyscy rozumni przeszli nad tym do porządku, nie drąc szat i nie roniąc łez. Tak czasami bywa.

Nieoficjalnym wstępem do imprezy, było poranne morsowanie w nurtach Wisły, Morsów z Grupy Rekonstrukcji Historycznych „Południe”. Następnie, już zgodnie z harmonogramem, o godz. 12.00 oficjalna delegacja uczestników, pod przewodem Piotra Wybrańca złożyła wiązanki pod tablicą upamiętniającą ppłk. Adolfa Pilcha – cichociemnego spadochroniarza Armii Krajowej, będącego m.in. patronem Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych.

W tegorocznym Pikniku, poza główną ekspozycją Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych, niespodziewanie wychodząc pozytywnie przed szereg, bardzo zaangażowali się przedstawiciele GROM, przygotowując intersującą wystawę promującą swoją elitarną jednostkę. Obok, udostępniali swoje eksponaty przedstawiciele „GRH Komandosów” ze Swarzędza oraz członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Strzelców i Kolekcjonerów Militariów. Tradycyjnie rej wodzili, zawsze obecni na pikniku, byli żołnierze WPD a obecnie rekonstruktorzy z „GRH Południe - Polscy Spadochroniarze Wojskowi”. Inne grupy rekonstrukcyjne, których obecność odnotowałem to - Grupa Militarno - Historyczna „Berliner-Mauer”, GRH 1 Samodzielna Kompania Commando, GRH „Breda”, Grupa z Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich, tym razem w mundurach spadochroniarzy 101 Dywizji Powietrznodesantowej oraz Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ - Koło nr 23 z Bielska-Białej. Nieco bardziej współczesne grupy militarne były reprezentowane na Pikniku przez Grupy Strzeleckie "Sekcja 7" i "Mortus".

Przybyli także państwo Anna i Bogdan Rowińscy z Fundacji Cichociemnych i przedstawiciel I Oddziału ZPS w Warszawie Andrzej Grzelak. Z przedstawicieli władz lokalnych inicjatywę Muzeum wsparli osobistym uczestnictwem: Jerzy Nogowczyk, Starosta Cieszyński i Jan Poloczek, Burmistrz Wisły.

Tradycyjnie, już po raz kolejny Piknik zaszczycili swoim udziałem Panowie: Józef Marosz - weteran 2 Batalionu Komandosów Zmotoryzowanych i Franciszek Gardawski - weteran 1 SBS. Gościem specjalnym IV edycji Pikniku był Pan ppor. Aleksander Tarnawski – Cichociemny „Upłaz”, który zaimponował wszystkim obecnym swoją rozległą wiedzą, doskonałą pamięcią, kondycją i odwagą, przywołaną przy okazji wykonanego miesiąc wcześniej (w wieku 94 lat) skoku tandemowego ze spadochronem. Gromkie, szczere i spontaniczne brawa, zgotowane Panu Aleksandrowi przez wszystkich przybyłych na spotkanie z bohaterem, były najlepszą formą docenienia przez byłych i obecnych skoczków spadochronowych tego niecodziennego wyczynu. W tym kontekście przytoczona przez jednego z uczestników spotkania środowiskowa anegdota, nawiązująca do wykonanego w tym samym czasie, przez aktualnego dowódcę „Czerwonych beretów” gen. Joksa, takiego samego skoku tandemowego, wywołała wśród nieznających tematu salwy śmiechu i mnogość złośliwych komentarzy. Zapoznani z Żartem, obecni na spotkaniu kombatanci - goście z Bund Deutscher Fallschirmjager e. V ze zdumieniem otwierali oczy, w pierwszej chwili zgodnie uważając, że to jest niemożliwe aby dowódca spadochroniarzy skakał w tandemie i takie info musi wynikać wyłącznie z jakiegoś przekłamania tłumacza… Po pełnym wyjaśnieniu, ich komentarze dla tej sytuacji, chyba też były nieprzetłumaczalne…

Widowiskowym uzupełnieniem imprezy były sympatyczne i odznaczające się dużym zaangażowaniem pokazy: Odbicie zakładnika w wykonaniu „Sekcji 7 i „Morusa”, pokazy walki wręcz i technik interwencyjnych w wykonaniu kadetów z klas mundurowych Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki z Bielska – Białej oraz dynamiczne i statyczne pokazy grup rekonstrukcyjnych. Interesującą prelekcję o ppłk. Pilchu przeprowadził Maciej Downar Zapolski, Prezes Środowiska Zgrupowania Stołpecko - Nalibockiego przy ŚZŻAK, jednocześnie promując swoją nową książkę o tym cichociemnym pt. „Ptaszek wylądował”.

Podsumowując tą krótką relację stwierdzam, że po raz kolejny Pan Piotr Wybraniec sporo się nad przygotowaniem Pikniku napracował. Czy ktoś to doceni? Myślę, że obecni na pewno, tak. Impreza zarówno jako forma integracji jak i promocji spadochroniarstwa wojskowego znalazła już swoje stałe miejsce w kalendarzu wydarzeń spadochroniarskich i powoli zaczyna żyć własnym życiem, cały czas się rozwijając. Godne ubolewania jest tylko to, że poprzez zerowe uczestnictwo w tegorocznej imprezie obecnych spadochroniarzy z 6 BPD (nawet skromnej delegacji) Piknik Spadochroniarski nie jest wydarzeniem mainstreamowym. Całe szczęście jednak, że dzięki tylu zaangażowanym pasjonatom (których grono corocznie się powiększa) nie ma też na pewno szans aby zostać skatalogowanym jako underground. No cóż, na pewno za dużo jest obecnie w wojsku urzędników a za mało prawdziwych spadochroniarzy, którzy służyli tam kiedyś, są z tego dumni i pamiętają o tym nawet po latach.

Tak czy owak, ogłaszam uroczyście kolejny sukces towarzysko - spadochroniarsko - promocyjny!

A za takie potraktowanie święta swojego Muzeum, obecnej piechocie z 6 - tej, na pohybel!

Niech WPD rozwiązują, zostawiając w bordowych beretach wyłącznie Kawalerię Powietrzną. I tak nie ma z nich żadnego, nawet wizerunkowego pożytku, to po co nam dwie brygady podobnych wojsk ofensywnych? Gdy ich MON z korzyścią dla obronności, zagospodaruje w pułkach zmechanizowanych np. w Żaganiu, pewnie nawet nie dostrzegą zmiany beretu na głowie, a obecny dowódca wręcz się ucieszy, bo wreszcie poczuje u siebie. Bez bliskiego sąsiedztwa WPD (skoro inni, zainteresowani swoim Muzeum np. przedstawiciele GROM, mogli dotrzeć z Warszawy) spokojnie się tu będzie można obejść. Kawaleria Powietrzna ma jeszcze bliżej niż GROM, więc pewnie da radę następnym razem czynić honory domu. Wszystkie, dużo młodsze jednostki niż 6 BPD, mające do czynienia ze spadochronem, dbają i szanują swoje tradycje. Dlaczego Ci, których tradycje są najdłuższe i mają tu najbliżej, tak się od tego odżegnują?

Prorokuję, że przyjęty przez obecną kadrę dowódczą kierunek kontaktów ze społeczeństwem sprawi, iż już w niedługim czasie, przyznawanie się do wspólnego kombatanctwa pod "czerwonym beretem", nie będzie zbyt komfortowe dla nikogo. To będą dwa, zupełnie obce sobie światy.

Krzysztof Witulski

PS. I jeszcze jedno, tak już zupełnie na koniec: Tyle się ostatnio mówi o promocji obronności, z takich czy innych, bardziej lub mniej uzasadnionych powodów. W fazie realizacyjnej jak się okazuje, jest to znowu tylko frazes i hasełko reklamowe bez pokrycia, którymi sobie różni politycy i dygnitarze w mundurach gęby wycierają. I żadne podkolorowane i hagiograficzne relacje reżimowych mediów z jakichś jadowitych manewrów sojuszniczych, tego wizerunku nie poprawią. Promocja obronności to przede wszystkim bliski, serdeczny i przyjazny kontakt wojska ze społeczeństwem a nie odgradzanie się od niego murami jednostek i karmienie podkolorowanymi spotami reklamowymi w tv, w których daje się cywilom złudne wrażenie o naszych możliwościach obronnych. Uważam, że już najwyższy czas, wskrzesić bliski memu sercu korpus oficerów politycznych, który znał się przynajmniej na propagandowej robocie i błyskawicznie wykorzystywał takie oddolne inicjatywy jak Piknik Spadochroniarski, aby nie przemęczając się przesadnie robotą, stosownie zaistnieć medialnie z korzyścią dla wszystkich. Jak widzę co wyrabiają (albo jakie grzechy zaniechania popełniają) obecni specjaliści od promocji w armii (pomijając już zupełnie mało rozumiejących rzeczywistość dowódców), to w stosunku do swoich poprzedników z PRL i obecnych możliwości technicznych, do pięt im nie dorastają. Z jednej strony stwierdzam to z żalem ale z drugiej z głęboką satysfakcją.

WK

Suplement

Nie minęły 3 dni od opisywanych wydarzeń, gdy na stronach Facebooka 6 BPD znalazłem ważną informację o tym, jak to delegacja z 6 Brygady właśnie uczestniczyła w uroczystościach upamiętniających 70 rocznicę rozpoczęcia Operacji Karpacko – Dukielskiej.(…) „Operację tę uważa się za największą górską bitwę II wojny światowej. Zginęło w niej lub zostało rannych po obu stronach około 200 tys. żołnierzy a jedno z miejsc walk, gdzie stoczono pancerną bitwę nazwano później "Doliną Śmierci". Powodem tak dużych strat był między innymi sposób prowadzenia walki przez wojska radzieckie metodą frontalnego ataku na umocnione pozycje niemieckie. W całym regionie po słowackiej stronie granicy można spotkać wiele z pomników upamiętniających tamte wydarzenia takich jak np. pomnik z naszego zdjęcia”. (…) Krótka relacja jest okraszona sporą fotką dwóch czołgów na cokołach.

Nawiązuję z refleksem do tej informacji wyłącznie dlatego, aby pokazać, gdzie spadochroniarze z 6 BPD wolą szukać inspiracji dla swoich tradycji. Cóż, nie jest tajemnicą, że obecny dowódca bez czołgów żyć nie może, stąd mamy delegacje naszej piechoty samolotowo - śmigłowcowej celebrujące bitwy pancerne... Teraz już wiadomo, dlaczego przedstawiciele "Czerwonych beretów" nie mieli ochoty na uczestnictwo w imprezie promującej spadochroniarstwo wojskowe... Bliższe ich sercu są związki z serialem o Szariku niż filmu z Kociniakiem. Stan rozchwiania i dezorientacji priorytetów w tej formacji i postępująca ucieczka od korzeni zaczynają być żenujące. Próżno dowiedzieć się z internetowych stron brygadowych o Pikniku Spadochroniarskim, organizowanym przez Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych dla spadochroniarzy, natomiast zdjęcia czołgów są centralnie wyeksponowane nad podziw.

Ostrzegam - schlebianie klaustrofobicznym preferencjom dowódcy, jak widać po hagiograficznych peanach w Internecie, zbliża się w brygadzie niebezpiecznie do poziomu najlepszych lat ZSRR. Czekam na okolicznościowy, zrzutkowy medal dla Pana gen. Joksa od miłujących go podwładnych, w podzięce za wybitne zasługi dla reformowania wojsk spadochronowych. Oczywiście w stylizacji z czołgiem PT-91 „Twardy” w tle… Żeby na awersie był przynajmniej jeden twardy. Modne drzewiej w wojsku pielgrzymki na Jasną Górę, zostały teraz kreatywnie zastąpione i rozwinięte przez mundurowych specjalistów od wizerunku z szóstej, wiernopoddańczymi ekskursjami szlakiem pancernych bitew. Wszystko jak się wydaje po to, aby jeszcze aktualny dowódca mógł się lepiej poczuć w zgoła obcym mu środowisku... Ale co będzie Panowie "spadochroniarze", jak następca na stolcu Brygadowym będzie marynarzem? Dwór wasalny dla celebracji swojego suzerena będzie pielgrzymował raz w roku na Hel śpiewając „Morze, nasze morze”?

WK


Skoczek Spadochronowy Służb Ochrony
Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych